sobota, 20 grudnia 2014

Rozdział 2

Harry włożył słuchawki w uszy i zaczął iść przed siebie nie zważając na kierunek w którym się udaje.

*W tym samym czasie*

-Lou, nie podoba mi się to-powiedziała El kładąc ręce na dłoniach bruneta.-Nie chcę się kryć, jak jakiś bandyta. Przecież nie robimy nic złego.
-Wiem, ale czułbym się trochę niezręcznie, gdybym miał cię całować, kiedy on nie ma nikogo-odparł chłopak ze spuszczoną głową, głaszcząc rękę dziewczyny kciukiem.
-Ale w końcu mu powiemy?-spytała.
-Tak. Obiecuję-powiedział chłopak patrząc na nią i wpijając się w jej usta.

*Tydzień później, lotnisko*

Harry opadł na fotel w samolocie (Chryste Panie, przy oknie!) i jak najszybciej zapiął pasy.
-Curly, boisz się latać?-spytał Lou, który opadł na fotel koło niego. Hazz skinął głową i wlepił spojrzenie w swoje kolana. Nagle usłyszał głos stewardesy, ogłaszający, że za chwilę będziemy startować. Harry zaczął delikatnie dygotać, a Louis chwycił go za rękę w pocieszającym geście. chłopak w kręconych włosach najpierw spojrzał na ich ręce, później na Louisa i znów na ręce. Zacisnął również swoje palce, na palcach przyjaciela i mocno zacisnął powieki. Nawet nie zauważył kiedy zasnął, a jego głowa spoczęła na ramieniu Louis'a. Chłopak zaśmiał się cichutko i w spokoju czekał aż lot się skończy.

*Trzy godziny później*

"Panie i panowie, prosimy o zapięcie pasów, za chwilę podejdziemy do lądowania"
-Co?-spytał zaspanym głosem Harry ocierając oczy.
-Za chwilę będziemy lądować-odparł Louis.-Przespałeś cały lot.
-A nie biegałem przypadkiem jak wariat po całym samolocie, wrzeszcząc i machają rękami?
Louis się zaśmiał.
-Błagam, powiedz, że akurat to ci się nie śniło.
-Wylądowaliśmy już?-spytała również zaspanym głosem Eleanor, która ziewnęła na początku.
-Jeszce chwila-odparł jej Lou.-Wiesz, co mu się śniło?-spytał wskazując kciukiem na przyjaciela i zaczynając opowiadać.W tym czasie Harry-który powoli przyzwyczajał się do tego, że są ponad dziesięć tysięcy metrów nad ziemią-wyjrzał przez okno. Jaki tam był piękny widok! Wszystkie chmury zabarwiły się na różowo i pomarańczowo. Kawałek dalej widać było zachodzące słońce, rzucające wszędzie długie cienie.

*Godzinę później*

Po zakwaterowaniu się w hotelu, ruszyli do swoich trzech pokoi, które oczywiście znajdowały się jeden obok drugiego. Tej nocy Harry bardzo długo nie mógł zasnąć, odtwarzając w myślach moment, w którym chłopak którego tak kochał chwycił go za rękę. Czuł ciepło jego skóry i siłę jego uścisku. Nagle przypomniało mu się, że obudził się z głową na jego ramieniu. Rozanielony zamknął oczy wyobrażają sobie, że dalej siedzi w samolocie oparty o niego.

Rozdział 1

Teraz powrócimy do teraźniejszości, w której trójka naszych bohaterów jest już na studiach. Eleanor stała z Louisem przed budynkiem liceum do którego chodził jeszcze Harry.
-Jak mu poszło twoim zdaniem?-spytała Eleanor wyraźnie się denerwując, co okazywała tym, że zbyt mocno ściskała naręcze teczek.
-Nie denerwuj się, na pewno poszło mu perfekcyjnie-odparł Lou stojąc w swojej zwykłej niedbałej pozie. We wnętrzu jednak denerwował się i bał czy młodszy chłopak zda ostatni test. Nagle z budynku wyszedł Harry wpatrujący się w asfalt, a jego twarz nie wyrażała zbytniej euforii. Przyjaciele od razu spodziewali się najgorszego.
-I jak?-spytała El kładąc mu rękę na ramię.
-Wiecie-podniósł głowę i ryknął-skończyłem liceum!
Chłopak zaśmiał się, a Eleanor uderzyła go w ramię.
-Jesteś okropny-powiedziała, ale śmiała się i cieszyła razem z nim.
-No to co kochani-powiedział Lou zerknąwszy na Harrego-idziemy się spakować, prawda?
Wszyscy odwrócili się i ruszyli w stronę samochodu Louisa śmiejąc się i rozmawiając po drodze. Ale Harry tylko udawał, że słucha o czym rozmawiają jego przyjaciele. Kiedy go o coś pytano, odpowiadał tylko słowami typu "ok". Oczywiście myślami był już na jakiejś plaży w Malibu wylegując się na słońcu razem z osobą, z którą chciał być. Ach, to niestety byłoby zbyt piękne... Gdy dotarli do ich wspólnego mieszkania, każde ruszyło do swojego pokoju (tj. Hazz i Lou do jednego, a El do drugiego).
-I co? Zamierzasz wyrwać jakąś laskę?-zaśmiał się Lou, a Harry poczuł się, jakby dostał cios w samo serce.
-Tak, jasne-odparł wesoło wrzucając różne rzeczy do wielkiej zielonej walizki.

*Po pół godziny*

Trójka przyjaciół równocześnie opadła na kanapę z wielkim westchnieniem.
-Jeszcze kilka dni-zaczął Lou-i będziemy leżeć na plaży w Malibu.
Eleanor na samą myśl uśmiechnęła się szeroko i szturchnęła Harry'ego, gdy zauważyła że ten wyglądał na smutnego.
-Curly, co się stało?-spytała dziewczyna patrząc na młodszego chłopaka.-Jedziemy na wakacje, a nie na pogrzeb.
-Jasne, przepraszam-odparł chłopak, wymuszając na sobie uśmiech.-Zamyśliłem się tylko. To na prawdę nic takiego. Poważnie-dodał widząc, że jego słowa nie przekonały przyjaciół.
-No w każdym razie-zaczął znów Lou, widząc lekką konsternację, Harry'ego-nie wiem jak wy, ale ja zamierzam się ostro zabawić, jeśli wiecie o co mi chodzi.
Brunet odrzucił głowę w tył, śmiejąc się głośno. Eleanor, zaczęła się śmiać razem z chłopakiem, ale Harry przybrał poważną i zbolałą minę.
-A ty tylko o jednym-powiedział i ruszył w stronę drzwi.-Idę się przejść.
W czasie w którym El i Lou rozmawiali i śmiali się do rozpuku, Hazz ocierał łzy z policzków. Tak bardzo chciał z nim być. Tak bardzo pragnął, być kochany. Tak bardzo go pragnął. Nie chciał się do tego przyznać, ale tak. KOCHAŁ GO. Tak cholernie go kochał. Ale on nie kochał Hary'ego. Czemu? Czemu Louis musi być hetero?

niedziela, 27 lipca 2014

Prolog

Historia zaczyna się 10 lat temu, w małej Irlandzkiej wiosce, gdzie spotkało się troje dzieci. Pierwszy na miejsce dotarł Harry. Chłopak wysiadł z auta ściskając w ręce wielkiego pluszowego misia.
-I co Ted? Jak Ci się podoba?-spytał zabawkę zwracając jej szklane oczy na drewniany domek przed sobą.
-Mnie też się podoba-roześmiał się chłopiec i podszedł do mamy.
-Kochanie, wsiądź z powrotem do samochodu.
-A nie mogę iść na huśtawkę?-spytał malec i zrobił słodką minkę. Jego mama popatrzyła na niego i kiwnęła głową. Buzię dziewięciolatka rozpromienił szeroki uśmiech, a on sam szybko pognał z pluszakiem na huśtawki. Kiedy Anne wyjmowała torby, przed domek obok zajechał drugi samochód z małą dziewczynką i jej rodzicami. Mała rozglądała się dookoła z wielkimi oczami zaciekawiona wszystkim. Gdy tata wyjął ją z samochodu, zauważyła małego chłopca siedzącego na huśtawce.
-Tato, mogę się z nim pobawić? Wygląda smutno-powiedziała dziewczynka wskazując paluszkiem na Harrego. Rodzice wyrazili zgodę, a Eleanor pognała do malucha.
-Cześć, mam na imię Eleanor-powiedziała patrząc zaciekawiona na chłopca.
-Ja mam na imię Harry. Też przyjechałaś tu na wakacje?
-Tak. Pobawimy się?
Gdy Harry się zgodził, zaczęli się gonić po trawniku przed domkami. Ostatnim samochodem przyjechał Louis razem z tatą. Pierwszym co zauważył, jeszcze w samochodzie, był mały chłopiec z misiem, który wydał mu się bardzo sympatyczny. Po uzgodnieniu z tatą gdzie idzie, ruszył w stronę dwójki dzieci. Eleanor zwróciła swoje piwne oczy w stronę nieznajomego. Już w tedy zauważyła, że jest ładny. Tak zaczęła się przyjaźń trójki przyjaciół, która w przyszłości miała się przerodzić w coś innego...

Powitanie i wyjaśnienia :)

Hej! Wiem, że i tak nikt tego nie przeczyta, ale co mi tam. Jak już wiecie mam na imię Dominika, hot 14 :D i tak dalej... Ale nie ja tutaj jestem najważniejsza, tylko ogółem blog. Moim zdaniem jednak miło by było gdybyśmy na początku się dobrze poznali. Jeżeli chociaż ktoś bd tu zaglądał i czytał te moje wypociny, założę specjalnego aska dla tego bloga :) Ale odeszłam od głównego tematu, czyli o czym bd to...coś.

I'm Bleeding Out For You - jest to historia trójki przyjaciół znających się od dzieciństwa. Harry to typowy marzyciel, który ciągle buja w obłokach. Louis to buntownik, zawsze jest przeciw całemu światu. Eleanor, jedyna z trójki z "głową na karku", bardzo dorosła jak na swój wiek. Tę trójkę połączyły jedne wspólne wakacje, a rozdzieliła jedna minuta. Może jednak wszystko w końcu wróci do normy? A może ktoś się wykrwawi?